Ładowanie

Karol Nawrocki popełnił błąd?

Będzie znowu o odebraniu orderu Orła Białego. O Polsce, o Ukrainie, troche o historii. Dlaczego? O tym niżej.

Na profilu Donalda Tuska, pod jednym z jego postów o tym, że prezydenci powinni gasić złe emocje, poczytałem komentarze. Większość komentujących albo atakowała Tuska, albo wychwalała gest Nawrockiego. Zdecydowana większość!

I kiedy czytam takie komentarze, to mam wrażenie, że spora część naszego społeczeństwa myli politykę państwa z bójką pod remizą.

Więc tak – Zełenski popełnił błąd. Zrobił głupio. Nie ma sensu udawać, że było inaczej. Igranie z uczuciami dotyczącymi rzezi niewinnych obywateli polskich to głupota i poniekąd gest złej woli. Gest, który nie powinien mieć miejsca – bo, jakby na to nie patrzeć, Ukraina sporo nam zawdzięcza – przynajmniej jeśli chodzi o naszą reakcję po rozpoczęciu wojny, nasze późniejsze starania, naszą bezinteresowną pomoc. Pełna zgoda.

Ale odpowiedź Nawrockiego była – jeśli to w ogóle możliwe – jeszcze głupsza.

Bo zamiast dyplomacji, negocjacji, nacisku politycznego, rozmów za zamkniętymi drzwiami i wykorzystania wszystkich narzędzi, jakie ma poważne państwo, prezydent Polski wybrał opcję atomową. Gest może i efektowny dla tłumu, ale katastrofalny strategicznie.

A tłum klaszcze. Tłum chwali, tłum jest dumny z silnego prezydenta… Ech…

Bo tłum lubi, kiedy ktoś „dowali”. Tłum lubi prostą opowieść: nasi pokazali im miejsce w szeregu, nasi górą. Problem polega jednak na tym, że polityka międzynarodowa nie polega na tym, żeby przez pięć minut dobrze wyglądać w oczach ludzi, którzy nie odróżniają dyplomacji od awantury przy wiejskiej dyskotece.

Gest Nawrockiego nie był pokazem siły, w gruncie rzeczy był pokazem kompletnego braku obycia politycznego.

Jednym ruchem podkopał nasz prezydent lata pracy polskiej dyplomacji. Pracy wykonywanej zarówno przez PiS, jak i przez KO.

Lata pomocy, pieniędzy, wysiłku obywateli, przyjmowania uchodźców, organizowania wsparcia, budowania pozycji Polski jako najważniejszego sojusznika Ukrainy w regionie. Wszystko jak krew w piach – że zacytuje klasyka.

I po co? Co na tym zyskaliśmy?

Żeby przez chwilę część internetu mogła sobie pokrzyczeć, że „wreszcie ktoś pokazał Ukraińcom”?

Genialne. Po prostu geopolityka z poziomu komentarzy pod memem. Tłum chwali, krzyczy i klaszcze – znaczy się, jest dobrze. No nie. Nie jest.

W gruncie rzeczy ten gest był głębokim ukłonem w stronę Moskwy i Putina, z jednoczesnym pokazaniem środkowego palca nie tylko Ukraińcom, ale tym wszystkim, którzy Ukraińcom pomagali i współczuli.

Rosja od lat gra dokładnie na to, żeby skłócić Polaków z Ukraińcami, rozgrzać historyczne krzywdy, wzmocnić nacjonalistów po obu stronach, rozbić zaufanie, zamienić sojusz w podejrzliwość i wzajemną niechęć. Rosji się to nie do końca udało. Udało się to zaś doskonale Nawrockiemu.

Putin dostał właśnie prezent.

Jeszcze niedawno byliśmy dla Ukrainy jednym z najważniejszych partnerów, przyjaciółmi, którzy pomogli w biedzie, wyciągnęli pomocną dłoń, kiedy Ukraina tego potrzebowała. Obecnie staliśmy się krajem, któremu Ukraińcy już nie ufają, krajem nieprzewidywalnym. Krajem, który zamiast negocjować, wyciąga bat i smaga nim po plecach, nazywając to polityką.

Zwłaszcza, że między naszymi narodami od wieków istniały głębokie nierówności i wzajemne urazy. Przez długie okresy historii wielu Rusinów i później Ukraińców żyło w przekonaniu, że w Rzeczypospolitej byli traktowani jako ludność gorszej kategorii, ludność podporządkowana politycznie, społecznie i kulturowo. Te doświadczenia, niezależnie od tego, jak różnie są dziś oceniane przez historyków, pozostawiły ślad w pamięci zbiorowej. Takie poczucie upokorzenia i nierówności potrafi przetrwać pokolenia, a odpowiedzialni politycy powinni mieć świadomość, że stare rany bardzo łatwo rozdrapać, a znacznie trudniej później je zagoić. Czego dowodem była choćby właśnie Rzeź Wołyńska (celowo napisane wielkimi literami), było powstanie Chmielnickiego, Łobody i innych.

Wróćmy do teraźniejszości. Prezydent Nawrocki miał do wyboru inne metody. Nie tylko lepsze, bo nie tak destrukcyjne, ale przede wszystkim bardziej skuteczne.

Można było rozmawiać, naciskać, stawiać warunki i używać kanałów dyplomatycznych. Można było doprowadzić do sytuacji, w której Ukraina zrozumiałaby wagę sprawy, a Polska zachowałaby pozycję państwa poważnego, potrzebnego i rozgrywającego.

Ale nie, wybrano gest upokorzenia i polityczny teatr przygotowany przede wszystkim dla własnego elektoratu.

Efekt? Część ludzi triumfuje, jakby właśnie wydarzyło się coś przełomowego i jakby Polska odniosła wielkie zwycięstwo.

Tyle że polityka międzynarodowa to nie arena freak fightów.

Tu nie chodzi o wrzask pijanych adrenaliną fanów, o tysiące lajków na facebooku czy wreszcie o zwycięstwo w następnych wyborach. Stawka jest znacznie wyższa, bo tu chodzi o bezpieczeństwo państwa leżącego tuż przy granicy wojny. Wojny!!! Gdzie giną ludzie, są torturowani, gwałceni. Gdzie prawo przestało istnieć. Gdzie ludzie mordują się wzajemnie w imię jakichś chorych idei ich przywódców.

Na tym geście prezydenta możemy stracić miliardy. Pieniądze, które mogłyby trafić do Polski przy odbudowie Ukrainy, to coś, co mogłoby nasze państwo naprawdę wywindować gospodarczo o kilka pięter. Możemy też stracić wpływ na rozmowy o Ukrainie i z Ukrainą. Możemy stracić pozycję kraju, który siedzi przy stole, a nie stoi pod drzwiami i spogląda przez dziurkę od klucza.

I co najważniejsze: możemy stracić coś znacznie trudniejszego do odbudowania niż pieniądze.

Zaufanie.

Więc w mojej opinii, rachunek zysków i strat zdecydowanie nie jest na plusie. Nie jest na zerze. Jest na ogromnym minusie. I to tylko dlatego, że Karol Nawrocki postanowił naprężyć muskuły i pokazać, kto tu rządzi… I pokazał…

Jeśli Rosja wygra, ta dzisiejsza radość może się jeszcze bardzo brzydko zestarzeć.

Bo wtedy ukraińscy nacjonaliści, złamani, upokorzeni, być może podporządkowani Moskwie albo cynicznie przez nią wykorzystani, dostaną idealny argument: Polacy was nienawidzili. Polacy odebrali wam honor. Polacy gardzili wami, kiedy jeszcze walczyliście. Polacy tacy byli zawsze, od stuleci. Polacy nigdy was nie szanowali…

I wtedy nie będzie pamięci o milionach Polaków, którzy pomagali. O domach otwartych dla uchodźców. O zbiórkach. O lekach. O szkołach. O transporcie. O wysiłku zwykłych ludzi.

Zostanie to, co najświeższe. Zostanie to, co widać obecnie na facebooku, zostanie gest odebrania orderu, zostanie niechęć Polaków do Ukraińców, niechęć coraz wyraźniejsza i coraz bardziej oczywista. Słowem, woda na młyn Ukraińskich nacjonalistów oraz pięknie opakowany prezent dla Kremla, jeśli ten zdecyduje się, po odniesionym sukcesie na Ukrainie, zaatakować Polskę. A dwie tak doświadczone i mocne armie w naszych granicach – to pewna przegrana. Nawet przy wsparciu unijnym i NATO.

Pojawi się nienawiść, pogarda, odebrany order i poczucie wrogości po obu stronach, otworzą się stare rany, które od czasów Nalewajki, Chmielnickiego i późniejszych rzezi wracały między Polakami a Ukraińcami jako ciągle nie rozliczony rachunek krzywd. I nikt nie będzie wtedy pamiętał o pierwszych – skąd inąd wspaniałych – gestach polskiej ludności. A Kreml będzie tą wzajemną niechęć podsycał na tyle, na ile potrafi. A potrafi.

Słowem, Rosja zniszczy Polskę i Ukrainę rękami Polaków i Ukraińców. Już to robi, w czym dzielnie pomógł jej nasz prezydent.

Dlatego właśnie odpowiedzialni politycy nie powinni podpalać takich emocji dla kilku procent poparcia.

Bo potem za ich gesty nie płacą oni sami. Płacą zwykli ludzie. Ludzie mordowani, rozstrzeliwani, uciekający z kraju. Ginący w wybuchach.

Nie płaci za to zatem Karol Nawrocki. Nie płaci Zelenski.

A Putin ze swojego fotela tylko patrzy i się uśmiecha. I zaciera ręce.

Opublikuj komentarz