Ładowanie

Mentzen w górach

Zazwyczaj staram się pisać na chłodno. Analizować fakty, ważyć racje, szukać drugiego dna. Ale dziś nie mogę. Dziś po prostu muszę to z siebie wyrzucić, bo patrząc na najnowszy wyczyn Sławomira Mentzena, czuję mieszankę zażenowania i zwykłej, ludzkiej złości.

Lider Konfederacji wstawił zdjęcie. On, dzieci, góry i wielka, stara terenówka (wygląda na Mercedesa G, choć to raczej jego francuski kuzyn, Peugeot P4 – co za ironia losu). A pod zdjęciem podpis, z tym charakterystycznym, cwaniackim uśmieszkiem: „Jak się tym świetnie jeździ po górach. Do tego emituje CO2 jak smok”.

Panie Sławomirze, gratuluję. Właśnie pomylił Pan wolność z arogancją, a polityczny marketing ze zwykłym prostactwem.

Góry to nie tor wyścigowy dla ego

Większość Polaków jeździ w góry w jednym celu. Uciekają od zgiełku miasta, od spalin, od betonu. Szukają ciszy, w której słychać własne myśli. Szukają powietrza, którym wreszcie da się oddychać bez drapania w gardle. Góry to w Polsce ostatni bastion spokoju. To niemal świętość.

I w to wszystko wjeżdża Pan – ryczącym dieslem, dymiąc i hałasując. I jeszcze chwali się tym w internecie, jak nastolatek, który właśnie odkręcił tłumik w swoim pierwszym gruchocie.

Tu nie chodzi o „lewacką ekologię”, z której tak lubi Pan drwić. Tu nie chodzi o mityczny ślad węglowy i topnienie lodowców za 100 lat. Tu chodzi o TU i TERAZ.

Chodzi o tego turystę, który idzie szlakiem sto metrów za Panem. Zabrał rodzinę, żeby pooddychać lasem, a musi wdychać smród spalonej ropy z Pańskiego „smoka”. Chodzi o zwierzęta, dla których ten las jest domem, a nie tłem do selfie. Chodzi o ciszę, którą Pan gwałci warkotem silnika tylko po to, żeby poczuć się „męsko”.

To nie jest manifestacja wolności. To manifestacja pogardy. Pogardy dla przyrody i dla drugiego człowieka, który ma czelność chcieć odpocząć w ciszy.

Polityczny strzał w kolano

Wydaje się Panu, że to świetny ruch? Że „zaorał lewaków”? Błąd. To jest polityczna głupota.

Czy Pan myśli, że wyborcy Konfederacji nie chodzą po górach? Że każdy prawicowiec marzy o tym, żeby mu ktoś smrodził pod nosem w środku lasu? Mylisz się Pan. Patriotyzm to również (a może przede wszystkim) szacunek do ojczystej przyrody. To dbanie o polski krajobraz, a nie rozjeżdżanie go oponami dla kilku lajków.

Wielu Pana wyborców to ludzie szukający normalności. A wjeżdżanie starym gratem do lasu i chełpienie się emisją spalin nie jest normalne. Jest infantylne.

Smród to nie argument

Rozumiem, że chciał Pan wbić szpilę unijnym dyrektywom. Rozumiem, że walka z Zielonym Ładem to Pana paliwo polityczne. Ale wybrał Pan najgorszą możliwą metodę. Walka o wolność gospodarczą nie oznacza prawa do bycia uciążliwym sąsiadem. Wolność jednych kończy się tam, gdzie zaczyna się nos (i płuca) drugich.

Patrzę na to zdjęcie i nie widzę wolnościowca. Widzę kogoś, kto myśli, że jak jest politykiem, to góry należą do niego.

Otóż nie należą. A smrodzenie ludziom w twarz to nie polityka. To zwykłe buractwo.

Opublikuj komentarz